Google Lively już działa. Koniec z Second Life?
Od wczoraj działa już "Lively", najnowsze dziecko Google wzorowane na popularnym Second Life. Choć platforma oznaczona jest znaczkiem "beta", to widać, że kryje w sobie spory potencjał.
W Lively użytkownik najpierw tworzy swój wirtualny odpowiednik, którym następnie będzie się poruszał. Wybór konfiguracji awatarów jest naprawdę szeroki - mamy więc nie tylko ludzi, ale również zwierzęta czy różne humanoidalne istoty. Wszystko okraszone jest bardzo cukierkową grafiką.
Wirtualne alter-ego ma w świecie Lively wiele możliwości interakcji. Można więc spacerować, rozmawiać (Google Talk), tańczyć, pływać, skakać itd. Głównym zajęciem pozostaje jednak komunikacja.
Ciekawą funkcją jest możliwość tworzenia swoich własnych pokoi. Użytkownik z udostępnionych przez autorów elementów może zaprojektować własne miejsce do rozmów. Całość przypomina nieco Simsy. Bardzo ważne jest, że gotowe dzieło można łatwo przenieść do Facebooka czy na profil MySpace.
Aby rozpocząć zabawę z Lively należy zainstalować specjalne oprogramowanie udostępnione przez twórców na oficjalnej stronie (proces trwa dosłownie kilka minut). Samo przeglądanie świata odbywa się z poziomu przeglądarki WWW (w chwili obecnej jedynie Firefox i Internet Explorer).
Wiele osób twierdzi, że Google Lively może po dłuższym czasie przejąć użytkowników Second Life. Trzeba jednak podkreślić, że dzieło Linden Lab oferuje nieco inne usługi, w tym przede wszystkim możliwość wymiany wirtualnych pieniędzy na rzeczywiste oraz całkowitą swobodę w kreowaniu świata. Dziełu giganta z Mountain View bliżej jest do rozbudowanego wizualnie komunikatora. Tezy o nadchodzącym "końcu SL" wydają się więc mocno przesadzone.
Zobacz również:
Second Life - recenzja
Wywiad z Joe Millerem - jednym z producentów Second Life
Komentarze (16)
To żądzi! SL nie ma szans, tym bardziej, że to wydaje się równie dobre i jest bezpłatne! Łii!!
@Hancocck Takie cos to moze stworzyc sam jakijs gracz, bo oni maja API itp. Second Life jest stworzone tak zeby jego swiat tworzyli gracze(Linden Lab im tylko pomaga i ulepsza kod second life xD). Przykladowo slexchange com zostalo stworzone przez ktoregos gracza i mozna za pomoca tej strony kupowac obiekty w sl i je wystawiac.
Ja nigdy sie nie przesiade z Second Life do Lively, Second Life ma wieksze mozliwosci kreowania, latwy edytor, kompilator skryptow(Dzieki niemu obiekty "dzialaja").
A moze zbuduje tam wirtualna wersje swojego sklepu ;)
W google lively mozna profil przenieść do MySpace a w SL nie ma strony która by pokazywała użytkowników SecondLife, słyszałem że miało być SecondMySpace.com ale narazie to chyba jest na sprzedaż. mogli by pomyśleć nad tym...
I, analogicznie do MMO wszelkiego typu wkrótce nazwa powinna się zmienić na No-Life. I dobrze. Przynajmniej "nadmiernie entuzjastyczni użytkownicy" przestaną wychodzić do ludzi i wymrą. Second Life to nadzieja dla ewolucji ludzi! ;)
@Viśtek Spoko spoko, od dawna wiadomo ze windowsiarze wszystko testuja;) a pozniej sprawdzone rozwiazania trafiaja na Linuksa, tak jest i w tym wypadku Windows-user bedzie testowal, Linux-user dostanie stabilna wersje ;)
Jak na razie to to dziadostwo instaluje Google Update Service jako usługe systemową ładowaną automatycznie przy starcie i nie usuwa jej przy deinstalacji.
ten spot wygląda jak zapowiedź jakiejś kreskówki dla dzieci
do lat trzech.
hahaha a gdzie wersja na lajnuxa ?!? :D oj niedobre guugle niedobre !! tak się linuksiarstwu narazić ;D
@asab której części zdania: "Google uruchomiło wczoraj testową wersję Lively" nie zrozumiałeś że narzekasz na prędkość, dynamikę i ogólnie bezawaryjność aplikacji
nie potrafię tego zainstalować. Pobieram, klikam dwa razy i nie... jakieś pomysły?
nie podoba mi sie, ze googleupdater siedzi w tle i ze sie instaluje bez pytania; powinni stworzyc normalna aplikacje a nie webapp; nie mozna dodac niektorych rzeczy z katalogu; poza tym chodzi toto cholernie wolno.
Mnie to nie działa :/ Pisze cały cały czas Joing room... i kupa :(
Oby moja siostra się o tym nie dowiedziała ;) znowu będzie siedzieć jak przed simsami...
